niedziela, 5 lipca 2015

2.12

Kolejny dzień rozpoczął się tak samo cudownie, jak zakończył się poprzedni. Pierwszą rzeczą, jaką zobaczyłam po otworzeniu oczu, był wpatrujący się we mnie Darcy, delikatnie odgarniający kosmyki moich włosów i uśmiechający się w ten swój cudowny, niepowtarzalny i rozczulający sposób.
-Dzień dobry, skarbie. - wyszeptał kiedy zauważył, że już nie śpię.
-Dzień dobry. - odpowiedziałam mu tym samym, nieco zachrypniętym, porannym głosem. - Dlaczego już nie śpisz? - zapytałam, lekko zdziwiona. Do tej pory to ja zawsze wstawałam przed Australijczykiem, który, nie ma co do tego najmniejszych wątpliwości, nie należy do porannych ptaszków i gdyby tylko mógł, to przespałby pół życia. - Która jest w ogóle godzina? - dodałam, przecierając dłonią oczy, chcąc maksymalnie się rozbudzić.
-Chwilę po dziewiątej. - odpowiedział na ostatnie z moich pytań. Momentalnie szerzej otworzyłam ze zdziwienia oczy i już chciałam coś wtrącić, ale nie było mi to dane. - Nie śpię od jakichś 20 minut, a uprzedzając twoje kolejne pytanie odnośnie powodu, to dzwonił do mnie Sławek.
-Czego chciał? - nie powiem, zaciekawił mnie maksymalnie. No bo czego mógł od niego chcieć manager toruńskiej drużyny w niedzielny poranek?
-Pytał czy nadal uważam, że jestem gotowy pojechać w dzisiejszym meczu. - mój nadal lekko zamroczony umysł potrzebował chwili, żeby przeanalizować jego wypowiedź. A kiedy już to zrobił, niemal zerwałam się z łóżka jak oparzona.
-Jesteś gotowy zrobić co? - spojrzałam na niego jak na nienormalnego, siadając wygodniej na łóżku. Wszelkie ślady snu, zaspania bądź ogólnego zmęczenia odpłynęły ode mnie jak ręką odjął. - W ogóle jakie NADAL? - zmrużyłam oczy, a kiedy dotarło do mnie coś jeszcze, niemal zaczęłam krzyczeć. - Chyba sobie żartujesz, że powiedziałeś wcześniej, że pojedziesz w tym meczu! Zwariowałeś?! Człowieku, przecież ty ledwo ruszasz tą nogą! Chcesz rozwalić ją sobie jeszcze bardziej?! - tak, z całej siły starałam się nie krzyczeć, ale to niestety było silniejsze ode mnie. Nie wiem co dominowało we mnie bardziej: złość, że nie podzielił się ze mną wiadomością o tym, że w ogóle bierze pod uwagę występ w dzisiejszym meczu, złość na jego głupotę i ten cholerny upór, czy może jednak strach przed tym, do czego to może doprowadzić.
-Lena, uspokój się. - on również usiadł, wzdychając głośno. Chwycił moje dłonie w swoje. Przez ułamek sekundy przez myśl przeszło mi, żeby je wyrwać, ale ostatecznie tego nie zrobiłam. Ostatnie czego nam potrzeba to kłótnia, chociaż niewątpliwie na to się zanosi... - Dobrze wiesz, że Emil nie może dzisiaj pojechać. A ja naprawdę czuję, że mogę wystartować. Poza tym, nie zapominaj o tym, że podjąłem decyzję odnośnie tego sezonu i nie zamierzam jej zmienić. Mam zamiar jechać i koniec. - dodał, pewnym głosem, cały czas wpatrując się w moje oczy.
-Przecież minęło dopiero raptem dwa tygodnie, nie możesz jeszcze poczekać, chociażby tydzień? - nie miałam zamiaru poddać się w tej kwestii bez walki. Wiem, że podjął wcześniej decyzję, że spróbuje objechać ten sezon zgodnie z planem, ale to wcale nie znaczyło, że kiedy przyszło co do czego, byłam w stanie się z tym bezproblemowo pogodzić. Co innego jest o tym mówić, a co innego jest stanąć przed faktem dokonanym.
-A co mi ta to, że przez tydzień będę siedział na dupie i nic nie robił? Kolano w cudowny sposób mi się nie naprawi, a ja tylko stracę cenny tydzień. Im szybciej zacznę, tym szybciej się przyzwyczaję do warunków. - splótł ręce na torsie, przyjmując bojową postawę. Nie miał zamiaru odpuszczać, ale ja też nie planowałam uciszyć swoich głośno wypowiadanych myśli.
-Nie naprawi, ale dasz mu dodatkowy czas na regenerację. Nie słyszałeś co mówili lekarze? Potrzebujesz przerwy, czy tego chcesz, czy nie! Cholera, to nie jest jakieś durne złamanie małego palca u nogi, czy złamany paznokieć! Na litość boską, nie uważasz, że drużynie przydasz się później, a nie na mecz U SIEBIE z Wrocławiem? Nie lekceważę tej drużyny, no ale nie oszukujmy się, czołówka to to nie jest, a nas czekają trudniejsze zadania.
-Toruń jedzie już bez Emila, mam dołączyć do tego grona i zostawić zespół w piątkę? - uniósł brew ku górze. - Nie ważne z kim jedziemy, skoro to nie jest mecz podwyższonego ryzyka to tym lepiej dla mnie, nie będę musiał się specjalnie napinać i spokojnie przetestuję swoje możliwości. - dalej upierał się przy swoim. Cholera, za kim on jest taki uparty?
-A ja dalej twierdzę, że dałbyś sobie spokój, i pojechał w przyszłym tygodniu.
-Lena, kurwa, co jest z tobą? - tym razem wkurzył się już nie na żarty i nie musiałam wcale znać go na wylot, żeby to zauważyć. - Gdybym wiedział, że będziesz robiła takie problemy i suszyła mi głowę jak jakaś nadopiekuńcza matka, to nic bym Ci nie powiedział, po prostu wyszedł z domu i spokój! Masz zamiar mnie wspierać czy robić mi jakieś cholerne wyrzuty, bo teraz już sam nie wiem? Nie jestem jakimś głupim dzieciakiem, który nie wie, kiedy spasować! Czuję się na siłach więc dzisiaj pojadę, bez względu na to, ile jeszcze argumentów wymyślisz i jak bardzo głośno je wypowiesz. - nie mówił tego spokojnie, on najzwyczajniej w świecie krzyczał.
Spuściłam głowę w dół czując, że w kącikach moich oczu robi się niebezpiecznie wilgotno. Nie lubię kiedy to robi, zawsze reaguję w ten sam sposób, a przecież doskonale wie, że nie chodzi mi o to, żeby zrobić mu na złość, na przekór, żeby go nie wspierać. Cholera, wspieram go najmocniej jak tylko potrafię! Poszłabym za nim na koniec świata, zrobiłabym wszystko, czego tylko by ode mnie zażądał, oddałabym wszystko, co tylko mam. Ja po prostu się martwię. Kurewsko mocno się martwię.
Kilka sekund później atmosfera uległa zmianie, Darcy odetchnął głęboko, by chwilę później zrobić te kilka kroków w moją stronę i zamknąć mnie w szczelnym uścisku swoich ramion.
-Przecież wiesz, że zawsze będę cię wspierać. - przymknęłam oczy, delektując się chwilą. Również odetchnęłam głęboko, oczyszczając tym samym myśli. - Przepraszam, jeśli zabrzmiało to tak, jakbym była najbardziej zrzędzącą dziewczyną na świecie, ale tak strasznie się martwię i nie potrafię sobie z tym poradzić. - dodałam zgodnie z prawdą.
-Wiem, skarbie, ja też przepraszam, że tak wybuchnąłem. - mocniej mnie przytulił, wplatając prawą dłoń w moje włosy i delikatnie gładząc tył głowy. - Wiem, że się martwisz, w końcu ty to ty, ale naprawdę, uwierz mi, będę uważał i zrobię wszystko, żeby nic niespodziewanego się nie stało, dobrze? - odsunął mnie delikatnie od siebie, wpatrując się prosto w moje oczy.
-I obiecasz mi, że odpuścisz kiedy poczujesz, że coś jest nie tak? - zapytałam, chcąc się upewnić, że to zrobi.
-Obiecuję. - odpowiedział, a ja delikatnie wspięłam się na palce tylko po to, żeby chwilę później złączyć jego usta z moimi.
To jest kolejna rzecz, której z czasem się nauczyliśmy. Potrafiliśmy rozwiązywać swoje sprawy w cywilizowany sposób, nie kończąc na wielkiej kłótni, łzach, krzykach, trzaskaniem drzwiami i wszystkimi tymi cichymi dniami, które przytrafiały nam się wcześniej. Nauczyliśmy się rozmawiać, nauczyliśmy się tak ważnej dla nas obojga sztuki kompromisu, nauczyliśmy się, że czasem lepiej spasować niż powiedzieć o jedno słowo za dużo.
Nauczyliśmy się, że to, co nas łączy, jest sprawą najważniejszą, że w momentach, w których coś nie idzie po naszej myśli, kiedy nie zgadzamy się ze sobą w jakichś kwestiach, najważniejsze jest szczerze ze sobą porozmawiać. Na spokojnie, bez nerwów.
I to dało nam naprawdę wiele.
Nawet jeśli dzisiaj prawdopodobnie umrę ze strachu na stadionie bardziej, niż zazwyczaj przy tego typu okazjach, to muszę się pogodzić z jego decyzją i mimo wszystko wspierać go, jeśli tak bardzo mu na tym zależy. Bo właśnie na tym polega miłość.

***

-Naprawdę chciałbym ci tego oszczędzić, ale po prostu nie mogę się powstrzymać i muszę to powiedzieć. Gotowa? - zapytał Darcy, stojąc w nieco opustoszałym już parku maszyn, do którego w końcu udało mi się dotrzeć i w którym czekałam na pojawienie się mojego Australijczyka, który wyszedł do kibiców przybić im standardowe piątki. - A NIE MÓWIŁEM? - tak, właśnie tych słów się spodziewałam.
Darcy, ten sam Darcy, który ma tak rozwalone kolano, który pauzował tyle czasu, który ostatnimi czasy nie miał kontaktu z motocyklem i który powinien w ogóle odstawić żużel na jakiś czas, zdobył w dzisiejszym meczu 15 punktów w sześciu startach, a ten dorobek mógłby być znacznie większy (komplet!) gdyby nie defekt w ostatnim, 15 wyścigu. Ten człowiek absolutnie nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać, a jego talent nie przestanie mnie zadziwiać. Jeśli na świecie nadal są ludzie, którzy sądzą, że beznadziejny z niego zawodnik, to chyba muszą mieć poważny problem z głową.
-Nie powinnam się cieszyć, ale cholera, jesteś niesamowity! - uśmiechnęłam się w jego kierunku, składając na ustach delikatny pocałunek. - Jak kolano? - zapytałam od razu.
-Szczerze? - przygryzł lekko dolną wargę, a widząc, że kiwnęłam zdecydowanie głową, kontynuował: - Kurewsko boli. Ale będę żyć. - dodał od razu widząc moją minę. - Nie czuję żadnej różnicy między tym, co było, a tym, co jest. Nic się nie pogorszyło, po prostu boli.
-Jesteś pewny?
-Jestem pewny tak samo jak tego, że cię kocham. - uśmiechnął się w ten swój niepowtarzalny sposób, a ja walnęłam go lekko w ramię.
-Jesteś taki głupi, nawet nie próbuj mnie bajerować, żebym zmieniła temat! - powiedziałam, ale mimo wszystko uśmiech pojawił się na mojej twarzy. Kochany idiota.
-Idę się przebrać, widzimy się za chwilę?
-Jasne, pójdę pogratulować reszcie i poczekam na ciebie koło samochodu. - ostatni raz złożył na moich ustach pocałunek, po czym ruszył w kierunku szatni.
Dopełniając informacji, wygraliśmy z Wrocławiem 60:30, Darcy wygrał pięć z sześciu swoich startów i to wygrał w takim stylu, że głowa mała, a ja w końcu mogę odetchnąć z ulgą, że nic złego się nie stało.
I oby tak dalej.



*******
W przerwie między jednym odcinkiem Teen Wolf a drugim. 
Po całym tym durnym tygodniu.

PS: chyba się wypalam o.O 
PS2: Mony <3
PS3: serio, weno, gdzie jesteś? normalne pisanie, gdzie jesteś? jakość, gdzie jesteś?

7 komentarzy:

  1. Weno wracaj !
    pieknie ! Daras wtedy tak pocisnął,że wszyscy zbierali szczeny z podłogi :O
    Mistrzunio :DDDDDD
    potrzebuje shippnejmu Leny i Dara, Mony! ajm wejting :D
    Ciesze się,że nie walnęłaś im jakiś cichych dni czy coś bo to by było przegięcie :|
    jest pięknie ! <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Lena+Darcy=Larcy, Dena, Lency, Lercy, Darna, Darca :D

    O JAAAAAAAAAAAAA! Co za fajna para! A te kłótnie są lepsze niż wszystkie muni muniu sprawy :D Jeszcze niech się biją po bańkach, a potem przepraszają! xD
    Ty szukasz weny? To ja nawet nie wiem co to jest, a gdzie tu z szukaniem :D
    PS. DZIĘKI za skromne Mony z serduszkiem w PS2.
    PS1. <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Ach... Wspaniałe ��
    Co tu dużo pisać?
    Czekam na część dalszą :D
    Natalia

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej dopiero co wpadłam tutaj a już mnie zaciekawił ;) Jeszcze trochę nadrabiania przede mną ;) Wpadnij do nas jak masz ochote :* Weny ;)http://youaremyluckyone.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń
  5. Hej dopiero co wpadłam tutaj a już mnie zaciekawił ;) Jeszcze trochę nadrabiania przede mną ;) Wpadnij do nas jak masz ochote :* Weny ;)http://youaremyluckyone.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń
  6. Proszę kontynuuj dalej to opowiadanie świetnie się czyta a co najważniejsze wciąga..
    Rozdział bomba. Muszę nadrobić poprzednie rozdziały, bo moja nieobecność była bardzo długa, ale powróciłam i zapraszam na nową część

    http://xxspeedway.blogspot.com/2015/08/czesc-25.html

    OdpowiedzUsuń
  7. Będzie coś dalej? Powiedz, że tak...albo nie, nic nie mów tylko od razu wstawiaj ciąg dalszy ��
    ~ EMKA

    OdpowiedzUsuń